Ostatnio nie mam zbyt duzo czasu dla naparstkow. Czasu i chyba checi rowniez. Nie chodzi mi o to, ze znudzilo mi sie kolekcjonowanie, ale mam juz za soba dosyc intensywny okres wymiankowy i nie sprawia mi juz az takiej wielkiej radosci zdobywanie nowych okazow. Owszem, gdzies tam w tle mam jeszcze kilka umowionych wymianek, ktore chce jeszcze zrobic w tym roku. Nowy rok chyba zaczne od odpoczynku od naparstkow.Zrobie sobie urlop, pewnie nie na dlugo, bo w lutym jade w pewne miejsce, o ktorym marzylam od kilku lat i tam zapewne oddam sie naparstkowemu szalenstwu :).
W miniony weekend natomiast odwiedzilismy moja przyjaciolke i jej rodzinke. Byl to dosyc intensywny czas, poniewaz w 3 dni odwiedzilismy 3 miasta, Naparstki przywiozlam tylko z jednego-Liverpoolu. Jak zapewne wiecie, bo wspominalam o tym niejednokrotnie, w typowym gift shopie mozna tu zakupic jedynie kalkomaniowe naparski. Tych akurat juz sama nie kupuje, chyba, ze z miejsc , z ktorych nie mam jeszcze zadnego okazu.W zwiazku z tym w Yorku i Blackpool nie kupilam zadnego cudenka do swojej kolekcji.
W Liverpoolu przespacerowalismy sie wybrzezem jedynie do Doku Alberta, gdzie jak sie zapewne domyslacie znajduja sie sklepy z pamiatkami.
W jednym z takich sklepow pod arkadami nasi przyjaciele Anetka i Adas zakupili mi taki oto okazik:
Natomiast mnie sie udalo upolowac metalowy, jeden jedyny :
A na koniec ja z moja serdeczna przyjaciolka.